Pasterska korona

To jest ostatnia książka Pratchetta, i bałam się jej, ponieważ jest to… ostatnia książka Pratchetta, i ponieważ umiera w niej babcia Weatherwax (od tego się zaczyna, więc nie zdradzam wielkiego sekretu). Babcia ma taką śmierć, na jaką sobie zasłużyła całym swoim życiem, i cieszę się, że Pratchett zdążył o tym napisać, sam świadom, że nie zostało mu wiele czasu. W trakcie lektury obawiałam się, że może nie być dokończona, ale jest, nawet jeśli wersja ostateczna zawierałaby pewnie domknięcie jeszcze paru wątków.  To jednak skończona całość, ostatnie przesłanie naszego ukochanego autora, i mimo pewnej naiwności (nie wierzę, że psychopatę da się paroma słowami przerobić w dobrego człowieka, i wolałabym, żeby nikt w to nie uwierzył) to piękna książka. Nawet jeśli nie dorównuje „Panom i damom”, którą niejako domyka. Młoda Tiffany Obolała przejmuje spuściznę po babci Weatherwax, chociaż oczywiście tej się nie da zastąpić. Nikogo nigdy nie da się zastąpić, lecz życie nieustannie toczy się dalej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s