Kocia kołyska

Z Kurtem Vonnegutem było tak, że zapałałam do niego absolutnym uwielbieniem mając chyba dokładnie 15 lat, przeczytałam wszystko po parę razy, cytowałam, podrabiałam styl, nikt mnie nie rozumiał jak on – po czym nagle ze dwa lata później minęło mi całkowicie, przestałam rozumieć, o co mi w ogóle chodziło. To był pierwszy z (rzadkich jednak) razów, kiedy wyrosłam z jakichś książek, i przeżyłam to mocno.

Niechęć ominęła natomiast „Kocią kołyskę” (i opowiadania, w tym genialne i nadal aktualne „Witajcie w małpiarni”, i być może nie obejmuje też „Syren z Tytana”, ale czytałam je chyba tylko raz), którą teraz pod wpływem Jo Walton powtórzyłam, pierwszy raz od nastu lat. To nadal jest po prostu dobra książka, przyzwoite sf, z niewieloma manieryzmami, inteligentna i gorzkawa opowieść o końcu świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s