Zamknięty świat

Niemożliwe, żebym przedtem nie czytała tej książki, musiałam ją w takim razie czytać tylko raz i nie docenić. Silverberg kreuje tu utopijny świat ludzi żyjących na Ziemi w przyszłości w trzykilometrowych samowystarczalnych wieżowcach, nigdy ich nie opuszczając, mnożąc się w nich entuzjastyczne i nieskrępowanie, miejsca bowiem wystarczy przecież dla kolejnych miliardów. Rozmnażanie jest absolutnym priorytetem, każdy jest więc seksualnie dostępny dla każdego, wymiana partnerów następuje co noc, odmów nie ma – również po to, żeby unikać frustracji związanych z życiem w mrowisku (naciągany argument, wiem). To jest ta z pewnego punktu widzenia przyjemna wizja, którą autor zawarł w opowiadaniu „Szczęśliwy dzień w roku 2381”, i którą powieść rozwija pod innymi kątami: okazuje się, że to nie taka znowu sielanka. Po pierwsze kobiety nie przechadzają się w celach seksualnych, to mężczyźni lunatykują, a kobieta siedzi w domu i czeka, kto przyjdzie ją pokryć, ładne mi wyzwolenie. (Jasne, że Silverbergowi akurat to w niczym nie przeszkadzało, mnie już bardziej). Po drugie z monady nie można wyjść. „Po co mielibyśmy wychodzić” dziwi się szczerze prawomyślny protagonista „przecież tu mamy wszystko, czego nam potrzeba!”. Są jednak tacy, którzy zobaczyliby chętnie świat zewnętrzny – i realizują to marzenie, płacąc za nie bardzo wysoką cenę. Zresztą świat poziomy na Ziemi też wcale nie jest utopią. Po trzecie wiadomo, są równi i równiejsi. Wejście do grona równiejszych wymaga poświęceń nawet w tym pozornie totalnie wyzwolonym społeczeństwie. Są również inżynierowie moralni, którzy łagodnie naprostowują tych, którym życie w mrówkowcu cokolwiek przestało się podobać. A że przy okazji traci się dotychczasową osobowość – komu by to przeszkadzało, skoro osobowości jest na planecie 75 miliardów i nieustannie przybywa. Dlatego też tych, których naprostować się nie da, higienicznie i bez zbędnych rozważań wrzuca się do zsypni.

Kolejny raz jestem pod wrażeniem precyzji, z jaką Silverberg tworzy świat i pokazuje go z punktów widzenia różnych bohaterów. Jasne, ponosi go temperament twórcy erotyków, szczegółowo opisane biusty czy pośladki, nagość w różnych stadiach i pokrywanie z detalami przewijają się co chwila wszędzie: ale to nie przeszkadza. Przeciwnie, pozwala namacalnie odczuć możliwość takiej ewolucji gatunku homo sapiens, i się przerazić. Choć przecież – zupełnie przewrotnie – Silverberg wcale nie stara się nas straszyć. Na pierwszy rzut oka ten świat może wyglądać kusząco, żadnych problemów z miejscem do życia ani pokarmem, radosna swoboda obyczajowa, raj. Kiedy trochę poskrobać pozłotkę, wygląda to jednak inaczej – a autor umie skrobać. Zaskakujące, jak na tym, co pod innym piórem byłoby co najwyżej naciąganą i lekko niesmaczną fantazją erotyczną, i co prawdopodobnie z takiego pomysłu się zrodziło, Silverberg potrafi jakoś mimochodem zbudować dużo więcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s