Stochastyk

Następną po „Umierając żyjemy” powieścią Silverberga był „Stochastyk” (1975), który jest utrzymany w dokładnie odwrotnej tonacji: entuzjastyczno-gorączkowej tam, gdzie poprzednia była pogrążona w melancholii. Każdy bohater posiada szczególną zdolność, różnią się jednak od siebie diametralnie. Stochastyk Lew Nichols jest przystojny, młody, żonaty z piękną Sundarą, i szaleńczo pewien siebie. Zajmuje się prognozowaniem przyszłości, bardzo długo w książce nie ma w tym niczego nadprzyrodzonego, używa po prostu komputerów (w książce nadchodzi rok 2000). Jego celem jest doprowadzenie do wygranej w wyborach prezydenckich Paula Quinna, poświęca się temu całym sobą, i dlatego kiedy spotyka jasnowidzącego Carvajala, uparcie usiłuje wyciągnąć od niego informacje dotyczące przyszłości, bardzo długo nie wierząc, że jest ona deterministyczna. Zresztą, to naturalna reakcja, oczywiście, że każdy postawiony przed tą tezą natychmiast spróbowałby ją obalić, i jeszcze raz, i jeszcze pięćdziesiąt. A jeśli ostatecznie uwierzyłby, co by się stało? Ted Chiang trzydzieści lat później napisał o tym krótkie, błyskotliwe opowiadanie „What’s expected of us” („Co z nami będzie”). W tle powieści rozpada się małżeństwo Nicholsa, nadchodzi nowe tysiąclecie, o wiele barwniejsze, niż rzeczywiście był ten początek, polityka jest równie skomplikowana jak zawsze.

To jest bodaj pierwsza powieść Silverberga, w której występuje kobieta pozbawiona cycków, a w zamian posiadająca osobowość (podejrzewam, że kobieta z biustem i charakterem nijak się w skadinąd pojemnej wyobraźni pisarza nie mieściła). Żona bohatera mianowicie. Autor nie całkiem wie, co z tak rewolucyjną koncepcją zrobić, każe jej więc w ramach uniezależniania się znaleźć sobie religię nakazującą wyznawczyni załatwić licencję prostytutki i popracować w tym charakterze. Ach, te nieodmienne fantazje Silverberga: jedyna rada to pokochać i wybaczyć. W każdym razie jest to kobieta szukająca pomysłu na siebie, co stanowi u niego zdecydowane novum.

Jestem oszołomiona tym, że jeden człowiek potrafił w ciągu raptem paru lat życia napisać tyle tak różnych, tak znakomitych powieści. I nawet nie mogę jak zwykle westchąć „ach – żeby napisał więcej”, bo i przedtem i potem napisał więcej, dużo więcej, ale nic z tego nie było w połowie tak dobre. Zdumiewające.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s