Mówca umarłych

Wspaniała rzecz, napisana ledwie rok po „Grze Endera”, bardzo odmienna w tonie. Zabawne, że czytałam ją zaraz po „Świecie Rocannona”, i chwilami musiałam sobie przypominać, że to przecież wcale nie Le Guin, chociaż tak wygląda. Są ansible, podróże międzygwiezdne z zachowaniem efektów relatywistycznych, a przede wszystkim inne kultury. Na Lusitanii w małej kolonii ludzkiej naukowcy próbują ostrożnie badać prosiaczki, niezbyt rozwiniętą rasę rozumną. Narzucone im zasady surowo zabraniają ujawniać obcym szczegóły kultury i techniki ludzkiej, oraz w jakikolwiek sposób wpływać na rozwój gatunku, co w żaden sposób nie ułatwia nawiązania kontaktu. Do tego dochodzi specyfika kolonii, na Licencji Katolickiej: biskup, klasztor, kuria, społeczność zakazująca życia na kocią łapę i wymagająca zawierania małżeństw. Prosiaczki w okrutny sposób zabijają swojego badacza, jego córka wzywa Mówcę Umarłych, Ender wyrusza w drogę, która zajmie mu dwadzieścia dwa lata czasu lusitańskiego, ale i tak się na miejscu bardzo przyda, nie mówiąc o tym, że wiezie królową kopca. Wnikliwe, olśniewająco pomyślane i poprowadzone, zasłużone Hugo i Nebula.

Po ochłonięciu irytujące jest tutaj po pierwsze upieranie się, że naukowcami mogą być trzynastolatki: bo ona jest zdolna, nauczyła się, zdała egzaminy, i hajda, już wszystko wie i od jutra może pracować. To oczywiście kontynuacja logiki „Gry Endera”, o potrzebie fabularnej nie mówiąc, ale można było trochę ograniczyć tę przesadę. Po drugie stawianie Endera w roli mędrca absolutnego: bystrzy ludzie żyjący na miejscu przez całe dziesięciolecia nie odkryli tego, co Ender w ciągu jednego dnia, zarówno jeśli chodzi o prosiaczki, co o ich własne relacje. Jasne, przybysz z zewnątrz widzi zupełnie co innego, niż żyjący w tym od zawsze, to prawda, a Ender ma fantastyczne wspomaganie, ale mimo wszystko. Po trzecie irytujący jest ten brany całkiem na poważnie katolicyzm. Nie jestem pewna, co autor właściwie o tym myślał: z jednej strony prosiaczki odrzucają Nowy Testament, z drugiej nikt nie wyśmiewa konieczności zawierania małżeństw i radosnego rozmnażania się, po trzech tysiącach lat rozwoju ludzkości na stu planetach, serio? Zdaje się, że im dalej w cykl, tym gorzej, dlatego nigdy nie byłam jego wielbicielką i zresztą nie doczytałam całości, chociaż po tych dwóch pierwszych tomach nie całkiem to rozumiem. Świetne powieści. „Mówca” we wspaniały sposób mówi o szukaniu porozumienia, i akceptowaniu odmienności, nawet przejawiającej się w straszliwych na pozór czynach. „Nie osądzaj, póki nie zrozumiesz, a nawet wtedy się jeszcze zastanów”, mówi Card. Oraz w końcu wiem, kogo parodiował Prachett tworząc imię funkcjonariusza Wizytuj Niewiernych Z Wyjaśniającymi Broszurami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s