Eiffel i Montmartre

Obiecałam dziecku już dawno, że odwiedzimy wieżę Eiffla, skorzystałam z wizyty znajomej, żeby wybrać się razem. Albo nie pamiętałam, jaki tam jest tłum turystów i sprzedawców, albo wyparłam, albo zrobiło się gorzej. Marakeski plac Jemaa al-fna jest przy tym spokojnym parkiem do niedzielnych emeryckich spacerów. Pod Palais de Chaillot jest wszystko, łącznie z wiecem politycznym i chińskimi śpiewakami. Nie ma wprawdzie zaklinaczy węży, ale może po prostu nie przyglądałam się uważnie. Przedzierać się trzeba przez zbity tłum. Pod Wieżą ogrodzenie i kolejka do kontroli toreb. Przeszłyśmy, stanęłyśmy w kolejce do kasy, dziwnie niewielkiej: po czym doczytałam na wyświetlaczach, że szczyt chwilowo niedostępny, przy czym chwilowo nie było nijak sprecyzowane. Koleżanka stwierdziła, że jednak wjeżdżamy, trudno. W kolejce przed nami stało mnóstwo kobiet w kolorowych chustach na głowie, gadających w języku do niczego niepodobnym, po namyśle przypomniałam sobie, że taki język to zapewne turecki. Dotarłyśmy do kasy całkiem szybko, i w tym momencie bilet na szczyt zrobił się dostępny. Wjechałyśmy. Winda przesuwa się po filarze, i te wszystkie metalowe koronki wyglądają tak niewiarygodnie krucho…

Ściemniało się akurat, widok na rozświetlający się Paryż jest jedyny w swoim rodzaju, i byłoby fajnie, gdyby nie ten absolutnie niewiarygodny tłum, wszystko w ścisku, co 50 cm ktoś wkłada człowiekowi w oko albo gdzie indziej selfie stick (znak czasów, sprzedawcy tychże są teraz niezwykle liczni w okolicy). Z góry widać również zwiniętą trawę z Pól Marsowych. Po zjechaniu wychodzi się z ogrodzonej enklawy i NAGLE atakuje człowieka zwarty front sprzedawców wież stojących tuż pod i wciskających towar. Potem już tylko trzeba przejść koło tradycyjnej piętrowej karuzeli.

Montmartre jest gorszy, wystrzegać się trzeba nachalnych wiązaczy włóczki na ręce, oczywiście to złodzieje, tak samo jak fałszywi, rzekomo głusi, zbieracze podpisów pod „petycjami”. Pod żadnym pozorem się nie zatrzymywać przy nich ani obok, a najlepiej omijać szerokim łukiem. Obfitość turystów wszędzie, oczywiście. Wejście do Bazyliki ogrodzone, sprawdzają torby – jak komu, moim wielkim czarnym plecakiem się nie zainteresowali w ogóle, mogłam tam wnieść z dziesięć kilo materiałów wybuchowych i kałach. Po trzystu stopniach weszłam na kopułę, schodzi się potem wąziutkimi przejściami jak z filmu, uroczo, i znacznie mniej ludzi, należałoby tam zostać i się napawać, gdyby nie obawa przed blokowaniem drogi. I ten jedyny w swoim rodzaju widok na smog mgłę nad Paryżem. W metrze mówiąca po polsku muzułmanka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s