W metrze

Wracam metrem po nocy z imprezy firmowej, wsiadam w sam środek jakiegoś zgromadzenia staruszków. Trzy mocno dojrzałe panie licytują się ze śmiechem, która ustąpi której miejsca, moralnie wygrywa ta, która z pobłażliwym uśmiechem upiera się, że bardzo jej dobrze na stojąco (ciekawe, ile potem będzie po cichu w domu cierpieć). Do tego dosiada się para jeszcze bardziej zaawansowana w życiu, koło osiemdziesiątki jak nic, pani o bielutkich włosach związanych w kucyk, musiała kiedyś być bardzo piękna, nadal nosi puder na twarzy i czerwoną szminkę na ustach. Jej mężowi o lasce ustępuje miejsca jedna z tamtych starszych pań. W tle peroruje młody facet w koralowych butach, chyba nie jest pijany, ale musi być albo chory, albo pod wpływem czegoś, usta mu się nie zamykają, nie sposób powiedzieć o czym mówi, ale myślą przewodnią są najwyraźniej ludzie, którzy mają i wykonują zawód. Nie mówi bardzo głośno, ale z ogromnym zaangażowaniem. Przez pierwsze parę minut wydaje mi się, że po prostu z kimś rozmawia, dopiero potem orientuję się, że rozmówca jest imaginacyjny. Kiedy na sekundę milknie, ktoś z całkowitą powagą i bez śladu sarkazmu mówi „dziękujemy panu za to przemówienie”.

Obserwuję to wszystko podpierając drzwi, a najbardziej kobietę naprzeciwko, którą na pierwszy rzut oka klasyfikuję jako kloszardkę, a potem długo zastanawiam się dlaczego. Chyba przez ten wymięty papieros, który trzyma w palcach i co pewien czas wkłada do ust. A może przez sposób, w jaki stoi, właściwie raczej wisi opierając się na składanym siedzeniu. Ma oczy człowieka permanentnie niedopitego, pod nimi niewiarygodne wory na pół twarzy. To przez nie dopiero po namyśle spostrzegam, że kiedyś z pewnością była naprawdę ładna: struktura kostna twarzy, kości policzkowe, wygięte teraz w permanentnym wyrazie pogardy usta. Po jeszcze dłuższym namyśle dociera do mnie, że wcale nie jest taką staruszką jak otoczenie. Prawdopodobnie jest niewiele starsza ode mnie – i to spostrzeżenie mnie dopiero otrzeźwia. Jej długie włosy przetyka siwizna, chyba nigdy nie były farbowane, ale pewnie nie ma jeszcze pięćdziesiątki, nie zdziwiłabym się, gdyby niedawno przekroczyła czterdziestkę. Dalszą część drogi przebywam snując w głowie opowieści na jej temat, wymyślalając, co mogło sprawić, że jedzie taka wychudzona i zmięta, z tym wyrazem pogardy na twarzy, z tym papierosem w palcach. Zrobiła jeden zły krok w swoim życiu, czy było ich więcej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s