Rybak znad Morza Wewnętrznego

Wzięłam do ręki ten almanach opowiadań Le Guin, sześć tomów w jednym, i pomyślałam „no nie, tyle jej opowiadań naraz, to się nie da, z całym szacunkiem, ale zanudzę się na śmierć”. Zreflektowałam się następnie, że w końcu nie muszę od razu czytać wszystkiego, obowiązku nie ma, mogę sobie przeczytać tylko jeden tom, albo nawet tylko jedno opowiadanie. Zabrałam się więc za lekturę, przeczytałam pierwsze opowiadanie… chociaż nie, pierwszego akurat nie czytałam, bo to „Naszyjnik Semley”, który stanowi integralną część „Świata Rocannona„, i dopiero co go czytałam. Przeczytałam drugie opowiadanie, poczułam się usatysfakcjonowana, i lekturę przerwałam. Po przerwie przeczytałam kolejne opowiadanie… i nagle okazało się, że Kindle wskazuje 50% całości, zegar północ, a ja znowu się zachwycam.

Nie ma mowy o znużeniu, to jest twórczość znacznie bardziej różnorodna, niż sądziłam. Jest tu i sf, i dowcipy, i trochę oryginalnych pomysłów, ale oczywiście przede wszystkim są ludzie i ich relacje, bo to interesuje tę autorkę od początku najbardziej. To są opowieści o tworzeniu świata, o historii, polityce i rewolucjach. Czytając „Cztery drogi ku przebaczeniu” chwilami żałowałam, że nie napisała czegoś bardziej realistycznego, bo te opowieści o walce niewolników są tylko lekko przebranym fragmentem autentycznej historii amerykańskiej. Niewątpliwie miała ochotę odwrócić role: tutaj panowie mają czarną skórę, niewolnicy jasną. Nie ustrzegła się uproszczeń, ale jest w tym gigantyczny, szczery humanizm. Jest też masa pomysłów kulturowych i socjologicznych, oraz straszna ilość seksu, który u Le Guin jest sposobem na wszystko od złego samopoczucia po wyrażanie bliskości bez względu na płeć. Dwie osoby dowolnej płci, które się lubią, kochają, przyjaźnią, ewentualnie nienawidzą, muszą wylądować razem w łóżku (aczkolwiek w całym tym tomie są takie dwie, które akurat nie wylądowały, co jest podkreślone trzy razy). Chmielewska napomykała z oburzeniem w autobiografii, że brano ją za erotomankę, to co można powiedzieć o Le Guin? Ale zawsze jest to ładne i napisane ze szczególnym ciepłem.

Odwrócenie ról jest też w genialnej „Kwestii Seggri”, która powinna być lekturą obowiązkową dla każdego wieku. Na tej planecie kobiet jest 16 razy więcej niż mężczyzn, ci ostatni są więc hołubieni, nie pracują, mieszkają w zamkach, karmi się ich i odziewa, zajmują się wyłącznie sportem i świadczeniem usług seksualnych, za które się im płaci. Po prostu męski raj na planecie, lepiej być nie może. Tak? To przeczytajcie. (Nie pamiętałam lektury tego opowiadania sprzed 14 lat, ale moja opinia pozostała identyczna.) Le Guin fantastycznie pokazała różnicę między prawami i przywilejami. To jest jedyna w swoim rodzaju fantastyka antropologiczna, urzekająca w swojej konsekwencji.

Opowiadaniem, które dało tytuł całemu almanachowi (i również jednemu z podzbiorów, co jest nieco mylące) jest „Inna opowieść, lub Rybak znad morza Wewnętrznego” (1994), opowiadająca o planecie O, gdzie małżeństwa zawierane są w czworokątach. Pierwszy raz czytałam je w „Krokach w nieznane 2012„, i wtedy nieszczególnie mi przypadło do gustu. Przy ponownej lekturze zyskuje – tamte Kroki muszą być naprawdę wyjątkowo świetnym zbiorem, skoro uważałam to opowiadanie za najsłabsze! Przeszkadzało mi, że Le Guin upiera się przy obowiązkowej biseksualności wszystkich ludzi, małżeństwo zawiera się tam bowiem równolegle z mężczyzną i z kobietą. W „Urodzinach świata” są kolejne opowiadania o tym świecie, w których okazuje się, że kwestia biseksualności nie jest taka prosta. Myślałam też, że to okropna komplikacja: jakby nie było wystarczająco trudne znalezienie jednej osoby do wspólnego spędzania życia, a co dopiero trzech. Le Guin na to też wpadła i opowiada o tym, w ten swój niezrównany kameralny sposób.

Ostatnie w „Urodzinach świata” są „Raje utracone” podejmujące stary temat lecącego do gwiazd statku wielopokoleniowego. Le Guin precyzyjnie pokazuje, jak nawet wśród tych starannie początkowo wyselekcjonowanych ludzi może zrodzić się religia i zagubić cel. Jak w ciągu kilku pokoleń wartości ulegają zatarciu. I jak ostatecznie można odnaleźć sens życia. Albo go stworzyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s