Słowo las znaczy świat

Oszałamiająca książka (Hugo 72). „Lewą rękę ciemności” czytałam z myślą, że to wiadomo, najlepsza, dalej już tak nie będzie, może jeszcze „Wydziedziczeni”. Ze „Słowa” nie pamiętałam niczego, i zaskoczenie. Zaczynamy tak dla Le Guin nietypowo, że sprawdziłam, czy wydawnictwo się nie pomyliło i nie włożyło czegoś innego do mojego ebooka. Kapitan Davidson cieszy się z przybyłego nowego transportu kobiet hodowlanych i pomiata tubylcem, zmuszanym do służenia kolonistom na Atshe. Błyskawicznie się orientujemy, że komendant obozu nie jest fajnym człowiekiem, potem się przekonamy, jak bardzo. To pierwszy raz, kiedy mamy u tej autorki prawdziwych obcych, stworzaki mają bowiem metr wzrostu i są porośnięte zielonym futrem (tak, małe zielone ludziki, to celowy zabieg), w przeciwieństwie do zamieszkujących inne planety tego uniwersum zwykłych ludzi, tylko trochę się od siebie różniących (Getheńczycy różnią się fizjologią dość zdecydowanie, ale nadal nie ma najmniejszej wątpliwości, że są ludźmi). W pierwszej chwili trudno Atshean traktować poważnie, w drugiej, a właściwie w drugim rozdziale, Le Guin przejmuje punkt widzenia jednego z nich, i robi obrót o 180 stopni, a zdumiony czytelnik razem z nią. Teraz to te małe futrzane stworki stają się ludźmi, a koloniści z Ziemi wyludźmi (oryg. „yumen”), agresywnymi najeźdźcami, którzy niszczą las będący podstawowym środowiskiem życia miejscowych. Ci mają bogatą kulturę, umiejętność świadomego śnienia na jawie oraz zawody śpiewacze, dzięki czemu nie są w ogóle agresywni. Dopóki Ziemianie ich tego nie nauczą.

Głównym tematem jest tutaj oczywiście i nieodmiennie próba porozumienia ponad podziałem gatunkowym. Poza tym wojna, agresja i przemoc, niszczenie środowiska naturalnego, eksploatacja. Mam trochę pretensji o Davidsona, który jest jednak nadmiernym psychopatą, serio nie robili żadnych testów psychologicznych przed wysłaniem go jako kolonisty? Z drugiej strony chronologicznie to jest wczesna epoka, dopiero powstaje Liga Światów, i właśnie wynajdują ansibl; najwyraźniej jeszcze nie rozwinęli kultury nieingerencji i szacunku dla rozumu pod dowolną postacią. To nie są późniejsi badacze i mobile, odpowiednio kształceni i humanistycznie nastawieni. Przy okazji widzę, skąd Card czternaście lat później w „Mówcy umarłych” wziął prosiaczki, ich żony i ich związek z drzewami. Nie doceniałam wpływu Le Guin na jego świat. Tym większy odczuwam podziw, że potrafił jednak to napisać zupełnie po swojemu.

Wracając do Słowa”, miałam wrażenie, że postaci są dość płaskie i tendencyjne. To może przesadzona ocena, ale w tej warstwie powieść nie dorównuje całej subtelnej złożoności „Lewej ręki ciemności”. Przy tym zakończenie jest bardzo głębokie. Jak zwykle wygrywa humanizm, mimo wszystkich okropności. Myślałam poza tym, że Le Guin oczywiście widziała „Czas apokalipsy” – otóż nie mogła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s