Wykład profesora Mmaa

O istnieniu „Wykładu profesora Mmaa” przypomniała mi Chmielewska w autobiografii. Tę właśnie książkę chciała dostać w spadku po Alicji. Otworzyłam wtedy szeroko oczy ze zdumienia, bo jakoś wcale nie kojarzyłam jej z taką lekturą, za co się zaraz w myśli zganiłam – bo pisała lekko i do śmiechu, to już nie mogła Themersona czytać? Zresztą to jest akurat bardzo zabawna książka, chociaż wymagająca pewnej erudycji. Wróciłam do lektury z niekłamaną przyjemnością, najbardziej podziwiając, że autor napisał to jakoś w latach cztedziestych (przynajmniej częściowo podczas wojny, ukazało się w 1953), nie posiadając dostępu do googla ani rozmaitych poezji i dzieł w zasięgu internetu. Musiał to wszystko mieć zwyczajnie w głowie, ewentualnie na podręcznej półeczce bibliotecznej, co do niedawna było całkiem normalne, tylko ostatnio jakoś przestało.

Profesor Mmaa zajmuje się badaniem mammiferów, gatunku homo mianowicie, tych przedziwnych dwunożnych istot, które część swojego życia spędzają w pozycji horyzontalnej na specjalnie do tego przeznaczonej płaszczyźnie wspartej na czterech wertykalnych filarach. Zdumiewające. Przedstawiciele gatunku produkują też dzieła na celulozie, które można konsumować i w ten sposób zapoznawać się z ich treścią, choć przedmiotem rozważań naukowych pozostaje, czy należy je odczytywać od lewej do prawej czy też jednak odwrotnie. Profesor Mmaa i jego koledzy są termitami. Mają sześć nóg, abdomen, thorax, czułki, świat postrzegają głównie węchem, i żyją w starannie zorganizowanym społeczeństwie zróżnicowanych osobników, ze znoszącą miliony jaj Królową w centrum. Ta jednakże akurat podupada na płodności, a równocześnie do głosu dochodzą wywrotowcy, spokojne życie profesora Mmma, poświęcone spokojnemu wykładaniu dla studentów, zostanie więc nieco zakłócone.

Themerson bez umiaru czerpie tutaj z rozmaitych bardziej i mniej znanych dzieł literackich: niektórzy autorzy pojawiają się tu pod swoim własnym nazwiskiem, jak Jonatan Swift i Maurycy Maeterlinck choćby, inni są mniej lub bardziej ukryci (Horacy, Paul Valery, Arthur Rimbaud, i setki innych). Mamy cytaty wierne i trawestowane. Mamy w końcu olśniewającą w swojej konsekwencji satyrę, i filozoficzny ogląd znanego nam skądinąd gatunku homo samozwańczo sapiens. (Czy to możliwe, żeby te zwierzęta miały świadomość, dociekają termity, powątpiewając jednak w tę śmiałą tezę).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s