Śmierć w Breslau

Wróciłam zatem do pierwszych z cyklu o Mocku, i dobrze się składa, bo z jakichś przyczyn w ogóle o nich nie pisałam na blogu, chociaż pamiętam, że bardzo mi się podobały.

Maj 1933. Brutalnie zgwałcona i zamordowana została siedemnastoletnia baronówna Marietta von der Malten razem ze swoją guwernantką. Na miejscu zbrodni znajdują się żywe skorpiony. Po szybkim śledztwie pięćdziesięcioletni radca kryminalny (powtórnie żonaty, nadal bezdzietny) Mock ujmuje przestępcę, lecz w lipcu 34 musi je wznowić. Do pomocy z Berlina przyjeżdża aystent kryminalny Herbert Anwaldt. We Wrocławiu jest upał, atmosfera jest duszna, ciężka i mroczna, Krajewski nie szczędzi nam brutalności i plastycznych opisów spożywanego prez bohaterów alkoholu i tłustych potraw mięsnych. Bardzo ładna jest klamra – z roku 1950. Doskonałe są tu postaci, przede wszystkim Mock ze swoimi nieukończonymi studiami filologicznymi, zamiłowaniem do prostytutek, i niespełnionym pragnianiem posiadania syna; i Anwaldt, ze swoją tajemniczą przeszłością. Dzieje się tu o wiele więcej, niż tylko ściśle kryminalne śledztwo. Lubię dokładne rozpisanie akcji na daty i godziny, firmowy znak Krajewskiego. Mniej podoba mi się, że kobiety są tu albo zwłokami, albo prostytutkami, albo wykorzystywanymi służącymi, a w ostateczności bezbarwną (za to bogatą) żoną Mocka. Z drugiej strony u Krajewskiego przyjemnych ludzi właściwie nie ma: sam brud, smród, szantaże i dużo przemocy. Za to jest przedwojenny Wrocław. To oczywiście we Wrocławiu czytałam ją pierwszy raz, a teraz tęsknię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s