Klub Dumas

Dwanaście lat temu czytałam „Ostatnią bitwę templariusza”, i nawet na blogu chciałam jeszcze, więc absolutną zagadką pozostaje dla mnie, dlaczego nigdy nie sięgnęłam po nic innego Péreza-Reverte. Jedna z tych rzeczy, niewyjaśnialnych w żaden logiczny sposób. Napatoczył się jednak w końcu „Klub Dumas” i zakochałam się z miejsca. Musiałam: wiadomo, książki. Thriller antykwaryczny, w którym występuje fragment rękopisu „Trzech muszkieterów”, pojawiają się bohaterowie tej powieści, świat stworzony przez Dumasa splata się z Pérezowym, bohater zastanawia się, czy aby sam nie jest postacią fikcyjną (i udawadnia sobie, że nie), narrator jest tajemniczy: zdecydowanie mój rodzaj rozrywki. Plus solidna porcja informacji o Dumasie.

Lucas Corso, handlarz starymi książkami, otrzymuje zlecenie odnalezienia trzech kopii „Dziewięciorga wrót”, siedemnastowiecznej księgi o przyzywaniu diabła. Jej drukarz spłonął na stosie Inkwizycji. Na drodze Corsa pojawiają się trupy i piękne kobiety, jedna z nich wyraźnie wyjęta z Conan Doyle’a, akcja nabiera tempa i meandruje, aż do zakończenia, które nie zdobyło mojego uznania. Trochę jakby autorowi zabrakło jednak pomysłu. To na ogół jest problem z tymi metaliterackimi książkami, poważnie akcji traktować się już nie da, a niepoważnie jakoś przykro. Zdumiało mnie, jak kompletnie inny film wyszedł Polańskiemu, a też dobry.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s