Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?

Oczywiście musiałam, po „2049„. Ostatni raz czytałam to pewnie naście lat temu, i miałam tendencję do uważania filmu za lepszy od książki. Nie pamiętam zresztą, kiedy widziałam go po raz pierwszy, pamiętam natomiast, że powieść bardzo chciałam przeczytać już w wieku nastu lat, ponieważ czytałam o niej w „Fantastyce i futurologii”. Nigdy nie była moją ulubioną, wolałam „Ubika” i „Człowieka z wysokiego zamku”; właśnie odkrywam, że chyba jej nie doceniałam.

Dick prawdopodobnie faktycznie był kompletnym wariatem, któremu narkotyki wyżarły mózg, ale ta książka jest genialna, po pół wieku też. Sposób, w jaki od samego początku przedstawia świat, nie ma sobie równych, od otwierającej sceny: Rick Deckard budzi się w świecie post-apo, gdzie żywych zwierząt są już tylko nędzne resztki, więc są otaczane niemal czcią, i każdy porządny obywatel chce mieć jakieś. Ci, których nie stać, mają elektryczne namiastki. Korporacja Rosen buduje coraz lepsze androidy, które coraz lepiej wymykają się spod kontroli, a Deckard je łowi, próbując je odróżniać od ludzi testem na empatię Voigta-Kampffa, który właśnie zawodzi. Nexusa-6 nie da się zidentyfikować.

Miałam oczywiście przed oczami sceny z filmu, kolejny raz zachwycając się, jak Ridley Scott to zrobił. Ale to Dick tworzy tę atmosferę nieporównywalną z niczym. Doskonale wiem, o czym to jest, a kolejny raz daję się złapać na dzielnego glinę Deckarda polującego na złe nieempatyczne andki. Po czym pojawia się Rachel. Doskonały jest też wątek merceryzmu. Myślę, że gdybym czytała tę książkę pierwszy raz, i gdyby mi powiedzieli, że nakręcą ją, ale bez tego, protestowałabym i się oburzała. A przecież to była znakomita decyzja. W powieści to się przydaje dla przeciwwagi, ale w filmie nie dałoby się tego pokazać. Uwielbiam w książce ten moment, w którym Dick po swojemu próbuje numeru „rzeczywistość nie istnieje”, po czym nagle się reflektuje, że nie o tym miało być, i z niemal wyczuwalnym szarpnięciem wraca na właściwe tory. Przepadam za postacią J.R. (J.F.): właściwie dopiero złożenie wersji powieściowej i filmowej daje tu pełen obraz, uzupełniają się fantastycznie. Żałuję natomiast, że filmowa Priss i Rachel nie są tym samym modelem. Jasne, Rachel była ulepszonym, ale zewnętrze mogli wziąć już sprawdzone.

Wzruszają mnie anachronizmy: umieją zrobić genialne androidy nieodróżnialne od ludzi, a nawet lepsze, ale nadal szukają numeru sklepu w książce telefonicznej i piszą piórem na papierze. I oczywiście wszyscy mają wideofony. Bardzo jestem ciekawa, jak Dick zareagowałby na wiadomość, że pół wieku później istotnie każdy będzie miał w kieszeni wideofon, ale będzie go używał do zgoła innych rzeczy niż oglądanie twarzy rozmówcy. Jeszcze bardziej chciałabym wiedzieć, jakie milczące założenie czynimy dzisiaj, które się za paręnaście lat okaże z gruntu fałszywe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s