Henderson król deszczu

Lem, krytykujący niemal całą istniejącą literaturę (i trochę nieistniejącej) w pewnym momencie wyznaje w listach do Kandla, że specjalnie dla niego została napisana powieść Bellowa „Henderson król deszczu”. Zachłysnęłam się z wrażenia, bo to była moja absolutnie ukochana książka w młodości. Nie czytałam jej od wielu lat, chociaż nadal doskonale ją pamiętam i znam na pamięć zakończenie. Przez Lema wróciłam do niej teraz, oczywiście nie bez obaw – a co, jeśli się zestarzała, albo nie będzie mi się podobać? Niesłusznie się martwiłam, nadal jest wspaniała.

Bellow zbudował całą powieść na swoim bohaterze, nie mającym sobie równych w literaturze. Kiedy poznajemy Hendersona, jest wielkim, potężnym pięćdziesięcioletnim Amerykaninem, bogatym po ojcu, porywczym, agresywnym, nieokrzesanym – i szukającym sensu życia. Posiadającym miliony wędrowcem i podróżnikiem. Człowiekiem brutalnym wygnanym w świat. Człowiekiem, który uciekł z własnej ojczyzny założonej przez jego przodków. Człowiekiem, którego serce mówiło: Ja chcę! Który grał w rozpaczy na skrzypcach, szukając głosu aniołów. Który musiał zbudzić duszę ze snu, bo inaczej… Ma w głowie głos powtarzający uporczywie „ja chcę”, próbując go zaspokoić rzuca się w wir coraz to nowych szalonych pomysłów, aż w końcu wyjeżdża do Afryki, i o tym jest książka (przy czym nie należy się spodziewać realistycznego obrazu Afryki). Niewiarygodną jej siłą jest sposób narracji: autoironiczny, a jednocześnie prawdziwszy niż życie. Bellow uzyskuje jakąś oszałamiającą, natchnioną równowagę między ironią, zabawą, łagodną kpiną, a autentycznym wzruszeniem. Od początku do końca oglądamy świat oczami Hendersona, a jest to punkt widzenia tyleż bardzo ludzki, co egzotyczny.

Nie umiem pisać o tej książce, za bardzo ją lubię. Jest naprawdę wyjątkowym dziełem. Bellow stworzył zdumiewającą mieszankę pomysłów i znaczeń, widzę ją jak oszlifowany diament każdą fasetką odbijający światło innego koloru i w inną stronę. I to jest rzadki przypadek literatury doskonałej, a jednocześnie pozytywnej – choć tu kolejna sprzeczność, jest w niej często mowa o śmierci. Lecz Henderson ze swoją witalnością śmieje jej się w twarz. Podejrzewam, że Hal Bregg z „Powrotu z gwiazd” ze swoją absurdalną fizycznością był nieco inspirowany bohaterem Bellowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s