Mock. Ludzkie zoo.

1914, czyli rok po wydarzeniach z „Mocka„. Mock ma lat 31, nadal jest kawalerem, i spotyka się z Marią, która nocami słyszy płacz dzieci i krzyki kobiet. Mock szybko wykrywa skąd te odgłosy dobiegają, a potem pakuje się w środek afery. Mocno przewidywalnej. Nie umiem się zdecydować, czy będące emblematem tego cyklu opisy jedzenia cieszą jak zwykle, czy jednak już nużą, ale raczej to drugie. Najbardziej jednak nudzi i męczy kolejna zdeprawowana niemiecka arystokratka: wzdychałam głośno i wywracałam oczami, bo ileż można. U Sapkowskiego w „Wieży Jaskółki” pojawia się przelotnie jedna taka hrabina z zamiłowaniem do sadyzmu, i ona jest lepiej napisana. Mock zaś wcale nie chce się żenić z Marią, i te fragmenty są tu chyba najlepsze, ponieważ cała reszta robi wrażenie pisanej na kolanie. Nie ma trupów, nie ma żadnej zagadki, bo wszystko właściwie wiadomo od początku. Opisy tego, co zwyrodnialec zamierza zrobić kolejnej ofierze, są ohydne i męczące, nie wspominając o tym, że „nie zabijemy cię, bo NIE MOŻEMY, ale będziemy cię dręczyć” jest kompletnie idiotyczne i wydumane. Dobiło mnie pięciokrotne informowanie w przypisach, że należy sięgnąć po poprzedni tom. Brakuje doprawdy tylko linka do księgarni internetowej. Mam nadzieję, że kolejnej z cyklu już nie będzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s