Król

Od początku książki wiemy, że narator spisuje swoje wspomnienia pięćdziesiąt lat później. Nie pozwala nam o tym zapomnieć, co parę zdań wtrąca jakieś „dowiedziałem się o tym później”, a nawet poddaje w wątpliwość niemal wszystko, o czym opowiada. Czy rzeczywiście to się wydarzyło właśnie tak, czy może zostało tylko opowiedziane lub wyobrażone? Jest w tym coś pokrewnego Modiano, którego bohaterowie usiłują zrekonstruować przeszłość ze strzępów pamięci. Przy czym u Modiano się gubimy, nigdy nie ogarniemy całości wydarzeń, sedno nam umknie, Twardoch natomiast dokładnie wie, jaką historię chce opowiedzieć.

Warszawa, rok 1937. Siedemnastoletni Mojżesz Bernsztajn jest świadkiem, jak po jego ojca przychodzi żydowski gangster Jakub Szapiro, i za brodę wyciąga go z domu po to, żeby gdzieś wywieźć. Dwa dni później Mojżesz będzie widzem na bokserskim meczu, w którym Szapiro pokonuje polskiego zawodnika Legii. Opuszczają arenę razem, z pracodawcą Szapiry, Kumem Kaplicą, rekieterem trzęsącym żydowskim światkiem. Mojżesz jeszcze wtedy nie wie, że Szapiro zamordował jego ojca. I że już nie wróci do domu. My – i narator – to wiemy patrząc z perspektywy pół wieku późniejszej.

Bardzo klasyczna jest ta narracja: wspomnienia spisywane po latach. Twardoch fantastycznie ją kontrapunktuje tymi wytrącającymi z równowagi wątpliwościami powracającymi jak refren. Dość szybko orientujemy się, że teraźniejszość narratora też nie jest całkowicie jasna. Tu jest kolejny znakomicie zrobiony kontrast: realistycznie opisywanej przeszłości warszawskiej, niemal namacalnie tu oddanej, przeciwstawiona zostaje mglista sytuacja obecna. Co więcej, zauważamy, że narrator jest wbrew logice wszechwiedzący. Skąd ma te wszystkie informacje? Powracający motyw pływającego w powietrzu nad Warszawą ogniookiego i drapieżnego kaszalota Litaniego też sugeruje, że z narratora postrzeganiem rzeczywistości od dawna nie wszystko było w porządku.

To jest cudownie skomponowana powieść, brutalna i subtelna, dosadna i poetyczna, wciągająca i paskudna, realistyczna i fantazyjna. Zuzanka dobrze wypunktowała cechy charakterystyczne tej książki, przy czym kompletnie się z nią nie zgadzam, jeśli chodzi o rozwiązanie fabularne – to właśnie ono nadaje sens ciekawej postaci bohatera. A powtarzalność motywów znakomicie pokazuje jego obsesje. Przemoc jest tu natomiast tłem dla zobrazowania, jak kończą ci, którzy jej nadmiernie ufają. Tu pojawia się inny ciekawy temat. Nie będzie wielkim spoilerem napisanie, że liczne postaci tu umierają, i to bynajmniej nie we własnym łóżku ze starości. Czytelnik w niektórych przypadkach się cieszy, mając wrażenie, że bohater zasłużył, w innych protestuje i psioczy na niesprawiedliwość: lecz kim niby jesteśmy, żeby to osądzać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s