Pięć lat kacetu

Zdziwiłam się mocno odkrywszy, że już dwanaście lat minęło od mojej lektury Grzesiuka. Zapominam książki, które czytałam dużo później; „Pięciu lat kacetu” się jednak wypchnąć z pamięci nie da. Nieodmiennie robi piorunujące wrażenie ta beznamiętna, a miejscami zupełnie lekka w tonie relacja mówiąca o rzeczach niewyobrażalnie potwornych. Niby znam, czytałam, pamiętam, wiem – a jednak ciągle w niektórych miejscach musiałam przerywać czytanie, fizycznie nie będąc w stanie brnąć dalej. I nic nie pomaga tu wiedza, że to było dawno, że kto miał umrzeć, umarł, że narrator przeżył, a potem umarł przedwcześnie, że nie żyją już nawet jego dzieci.
Wróciłam do tej lektury, ponieważ w tym roku z okazji setnej rocznicy urodzin autora ukazało się nowe wydanie, nieocenzurowane. Z poprzednich usunięta została krótka wzmianka o Cyrankiewiczu (ówczesnym premierze), akapit o księżach pederastach i o tym, że nie dotrzymują celibatu, samo zakończenie, które w tej wersji składa się z paru akapitów opowiadających o powojennym życiu autora i apelujących o nieocenianie jego czynów obozowych. Oraz chyba najistotniejsze: kilka stron z goryczą informujących, że żaden zorganizowany ruch oporu w obozach nie istniał, choć starano się sprawiać takie wrażenie. W poprzednich wydaniach została z tego informacja, że Grzesiuk z taką organizacją nawiązał współpracę. W rzeczywistości nie było z kim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s