„Bohemian Rhapsody”

Wszyscy byli zgodni, że to nie jest świetny film, za to muzyka nadrabia z nawiązką. Z tą myślą poszłam do kina, i wyszłam, ku swojemu zdumieniu, całkowicie oczarowana. Owszem, filmowi daleko do doskonałości, i to już na etapie scenariusza. Jest tu mnóstwo melodramatycznych uproszczeń. Cała wina za złe prowadzenie się Mercury’ego spada na jego przyjaciela i managera Paula Prentera, który okazuje się demonicznym manipulantem, a Freddie bezwolną maskotką w jego rękach. Rozstanie z Queen i późniejsza ekspiacja to też wymysł, w rzeczywistości decyzja o rozstaniu była wspólna, a zespół nagrywał potem razem jeszcze przed Live Aid. Zabrakło mi ostatnich lat z Barceloną, to duża przykrość, nie rozumiem zupełnie, dlaczego to zostało pominięte. Montserrat Caballé jeszcze żyła na etapie kręcenia filmu, mogła sporo opowiedzieć. ALE. Rami Malek robi tak niewiarygodną robotę, że cała reszta staje się zwyczajnie nieistotna. Mimo wszelkich uproszczeń i pominięć mam wrażenie, że udało się uchwycić samą esencję tego nieporównywalnego z nikim piosenkarza i tego niezapomnianego zespołu. Biografie chyba tak jak tłumaczenia mogą być wierne albo piękne. Ten film jest bez wątpienia przepiękny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s