„Pani od obiadów” Marta Sztokfisz

Mało brakowało, żeby nasza najsłyniejsza autorka książek kulinarnych podpisywała się Lucyna Staszewska. „365 obiadów” Lucyny Staszewskiej: nie jestem pewna, czy to by się sprzedawało, choć pewnie to tylko kwestia przyzwyczajenia. Ale to „Ćwierczakiewiczowa” brzmi odpowiednio solidnie: jak nazwisko kogoś, kto ma lata doświadczenia w prowadzeniu kuchni, kto z pewnością nie jest rozrzutny, i kto bez wątpienia szanuje tradycje polskie. Tymczasem była córką Fryderyka Bachmana i Henrietty z domu Bücklingów. Jej ojciec pochodził z „Klewji”, jak informuje jego akt zgonu przytoczony przez autorkę biografii, która niestety nie zadaje sobie trudu wyjaśnienia, co to mogło być. Musiało chodzić o Clèves – czyli był Prusakiem. Miał 62 lata, kiedy zmarł w 1832, Lucyna miała natomiast wtedy zaledwie 6. Mając lat 18, w 1845, poślubiła Feliksa Staszewskiego, szlachcica, ale nie układało im się za dobrze. Zamiast znosić swój los z pokorą, jak przystało na XIX-wieczną damę, Lucyna się po prostu rozwiodła i wróciła do matki. Chwilę potem wyszła za inżyniera Stanisława Ćwierczakiewicza. Nie wiemy, jakim cudem wzięła kolejny ślub kościelny, Marta Sztokfisz przypuszcza, że nie ujawniła nazwiska ojca (nie ma go w akcie ślubu), i że w tym celu ślub odbył się w Brwinowie. W każdym razie małżeństwo ze Stanisławem było bardzo udane. Nadzwyczaj energiczna pani domu wkrótce wydała swoją pierwszą książkę z przepisami i stała się celebrytką na miarę połowy XIX wieku.

Była również osobą odważną, o wielkim sercu. Kiedy nowo mianowany metropolita warszawski, arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński, w 1862 roku nakłaniał zebranych, żeby nie śpiewali w kościołach patriotycznych pieśni, Ćwierczakiewiczowa podeszła do ołtarza i wrzasnęła „przeklinam cię do trzeciego pokolenia, powolny sługo carski!” Systematycznie zbierała poza tym pieniądze dla warszawskiej biedoty, opiekowała się rodzinami więźniów politycznych i ich dziećmi. Dzięki temu była podejrzana o konszachty z Rosjanami, tymczasem robiła to w celu wyciągania osadzonych z Cytadeli i łagodzenia wyroków. Dopiero po jej śmierci prawda wyszła na jaw.

Biografię czyta się bardzo dobrze, ale rozpieszczona przez Urbanka narzekałam trochę na braki w wyjaśnieniach. Lucyna należała do parafii ewangelicko-reformowanej, zatem skąd ślub w kościele katolickim? W dwudziestoleciu międzywojennym często się zdarzało, że zmieniano wyznanie, żeby wziąć powtórny ślub kościelny, ale to wyraźnie nie był ten przypadek. Książkę uzupełniają obficie cytowane przepisy Ćwierczakiewiczowej, nieco się śliniłam przy czytaniu, i byłam pełna podziwu dla bogactwa i różnorodności serwowanych wtedy potraw. Jasne, była służba, która nie siedziała na fejsie, tylko w kuchni. Poza tym przy okazji odkryłam, że bretońskie kig ha farz znane było w Polsce pod nazwą prażucha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s