„Cher Monsieur M” Herman Koch

Holenderskiego pisarza Hermana Kocha wynalazła Zuzanka na jakiejś liście książek z twistem, i obie przeczytałyśmy „Letni dom z basenem” (notka Zuzanki) oraz „Kolację” (notka Zuzanki). Są to książki bardzo dobrze napisane, ale niekoniecznie przyjemne w lekturze i „zostawiające osad”, jak to trafnie ujęła Zuzanka. Następnie zajrzałam na listę książek z twistem i odkryłam, że znajduje się na niej nie żadna z nich, tylko „Geachte heer M” (2014), na polski nie przetłumaczona, za to na francuski owszem.
Narrator zwraca się do swojego sąsiada z góry, pana M, który jest znanym pisarzem. Wyraźnie go nie lubi, nabija się z niego, wyśmiewa starość, dokucza mu, że pisze kiepskie książki – przebija jednak pod tym wyraźnie obsesja na jego punkcie. Od pierwszych stron widzimy, że śledzi swojego oponenta i jego rodzinę, podsłuchuje jak się kąpią, podgląda ich. Jest to lepkie i nieprzyjemne. Nie od razu wiadomo, skąd ta fascynacja połączona z odrazą się bierze: czy chodzi tylko o zawiść wobec pisarza odnoszącego pewne sukcesy? Dość szybko wychodzi na jaw, że w jednej ze swoich książek M. opisał wydarzenie, którego bohaterem był właśnie ten narrator i jego ukochana, Laura, oboje wówczas licealiści. Najwyraźniej maczali palce w zniknięciu ich nauczyciela historii, z którym Laura miała romans. Ta historia staje się drugim wątkiem opowieści, ponieważ narrator przerzuca się między relacjonowaniem teraźniejszości – jedzie za żoną i córką pisarza na wakacje – a fragmentami tamtych wydarzeń, oraz fabuł książek bohatera, wszystko to uzupełniając licznymi dygresjami. Widać z nich, że zazdrości procesu twórczego, analizuje chwyty używane przez pisarza, i że teraz rozkoszuje się możliwością snucia swojej własnej historii, co nie zawsze wychodzi mu składnie.
W drugiej części widzimy pisarza, pana M, tym razem w narracji trzecioosobowej, i są to wydarzenia, które już poznaliśmy. Ten fragment jest dość nudny, natomiast ciekawe jest, że przedtem współczuliśmy bohaterowi podglądanemu przez wrednego stalkera. Teraz okazuje się, że właściwie wcale nie jest fajniejszy. Jest marudny, ma dziwne poglądy i nie jest sympatyczną osobą. To krótka część. W kolejnej narracja (nadal trzecioosobowa) koncentruje się na Laurze, w czasach licealnych. Dowiadujemy się, jak się poznali z późniejszym stalkerem. Wciąga, aczkolwiek czytelnik cały czas pamięta, że teraźniejszość zatrzymała się na podglądaczu nachodzącym żonę pana M. ewidentnie w złych celach, i chciałby się dowiedzieć, co się dalej stanie, tymczasem wątki z przeszłości też wcale nie są oczywiste. Przy okazji można odkryć, że nastolatki holenderskie są najwyraźniej strasznie porządne: podczas weekendu w domku rodziców cały czas zmywają i sprzątają. Są również mało cnotliwe, Laura (pochodząca z dobrej rodziny) w wieku 17 lat ma już za sobą liczne doświadczenia seksualne (a rzecz dzieje się mniej więcej w latach 70-tych). Część czwarta to istny poemat dygresyjny: każdy rozdział dotyczy innego bohatera i innego czasu, za każdym razem jest parę sekund konfuzji. I znowu dużo tu ciężkiego życia pisarza, który musi udzielać wywiadów i chodzić na imprezy. W piątej poznajemy ostateczne rozwiązanie zagadki – faktycznie jest zaskakujące.
Ciekawy pomysł, interesujący sposób narracji, bardzo dobra jest ta (de)konstrukcja, nawet jeśli miejscami frustrująca. Lubię oglądać te same wydarzenia z różnych punktów widzenia. Psychologia głównych postaci jest wiarygodna. Nie pojmuję tylko, po co były te obszerne wstawki dotyczące pisarza, jego poglądów, twórczości i historii rodziców. Nie są zupełnie do niczego potrzebne. Przeciwnie, lepszy efekt dałoby pokazanie pisarza jako osoby miłej, skromnej i zasadniczo nieskazitelnej. To wygląda, jakby Koch dołączył tu na siłę notatki przeznaczone do innej książki oraz wylał jakieś swoje frustracje związane z kolegami po piórze zmieniającymi wydawców – ten kilkakrotnie tu podejmowany wątek nie ma już w ogóle żadnej potrzeby bytu. Jest też pewien problem z chronologią: Herman ma „ze trzydzieści” lat mniej niż pisarz M, czyli około 45, tymczasem pod koniec dowiadujemy się, że wydarzenia z czasów licealnych były czterdzieści lat temu, czyli Herman ma jednak 57.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s