„La possibilité d’une île” Michel Houellebecq

Całe szczęście, że zaczęłam czytać Houellebecqa od innych książek, bo gdybym zaczęła od tej, to chyba rzuciłabym ją w kąt po paru pierwszych stronach, choć nigdy tego nie robię. Dawka mizoginii jest tu paraliżująca. Całe zło świata bierze się, zdaniem narratora jasno wyrażonym już w pierwszych akapitach, stąd, że kobiety już nie zajmują się codziennie domem. Co w ogóle brzmi trochę jak jakiś teksański plantator narzekający, że durny rząd zakazał niewolnictwa, i jak tu teraz bawełnę uprawiać, a przecież tak fajnie było, niewolnik miał cel życia, pan miał zrobione, a teraz wszystko na głowie stoi. Nie wiem, czy są jacyś ludzie wypowiadający głośno takie rzeczy, i wiedzieć nie chcę, ale znając możliwości homo sapiens jestem pewna, że przynajmniej myślą. Tak jak Houellebecq i jemu podobni o kobietach. Wszystko było fajnie, jak znały swoje miejsce i przeznaczenie, jasne.

Wracając do książki, nawet jak na możliwości tego autora bohater jest wyjątkowym palantem. Jest cynicznym, zarozumiałym mizoginem, oraz wziętym komikiem, który karierę i kasę zrobił na antyfemistycznych i rasistowskich żartach. Jest poza tym pierwszą wersją siebie. Opowiada nam swoje życie w rozdziałach zatytułowanych „Daniel1, numer rozdziału”, które są przeplatane relacją Daniela24. Ten, kiedy umrze, zostanie zastąpiony klonem, który przeczyta jego autobiografię. Osobowość bowiem równa się pamięci. Ziemia, na której żyje Daniel24, nie przypomina już naszego globu, nie ma na przykład mórz. Neoludzie mieszkają osobno w samowystarczalnych rezydencjach, nie potrafią się śmiać ani płakać, sporadycznie kontaktują się ze sobą przez sieć (używając liczb, które autor określa jako adresy IP; kiedy to pisał, fejs był w powijakach, aczkolwiek były już komunikatory) wymieniając enigmatyczne wiadomości. W pozostałym czasie obserwują powolne wymieranie niedobitków homo sapiens.

Daniel1 spotkał i poślubił Isabelle. Małżeństwo się rozpadło, kiedy ta zaczęła się starzeć, czyli tuż po czterdziestce. Autor najwyraźniej ma gerontofobię, tylko tym mogę wytłumaczyć te peany na cześć młodego ciała oraz wyrażane na wielu stronach obrzydzenie starzejącym się. Daniel24 natomiast rozmawia przez sieć z Marie22, która przed śmiercią prosi go o pokazanie członka, bo to taki nader istotny widok przecież. Wywracałam oczami tak, że zaczęło mi się kręcić w głowie. Michel, może byś wyjął głowę z miejsca, w którym ją trzymasz, i przyjął do wiadomości, że… a zresztą nieważne. Podejrzewam, że ma ją tam przyrośniętą na stałe. (Utożsamiam narratora z autorem, ponieważ to jego piąta książka, którą czytam, i w żadnej nie ma niczego innego.)

W połowie książki narrator spotyka artystę, który mu mówi, że rewolucjonista musi na brutalność świata odpowiadać większą brutalnością. Daniel wyciąga z tego wniosek, że on przecież też, jak taki rewolucjonista, odpowiada dosadnym dowcipem na brutalność świata(i, jak się domyślamy – dlatego ta powieść jest również taka). Nie zauważa niestety, że głoszenie ze sceny (lub pisanie czarno na białym) tekstów seksistowskich i rasistowskich to bynajmniej nie ośmieszanie przemocy, tylko właśnie jej generowanie.

Wcześniej Daniel trafia do sekty elohimitów, co jest książkową nazwą istniejących w naszej rzeczywistości raelian. Ci wierzą, że ich prorok otrzymał wskazówki od pozaziemskiego ludu Elohim, twórców homo sapiens, którzy wrócą na Ziemię. Do tego czasu należy się klonować i odmładzać. Jak się domyślamy, to właśnie elohimici stworzyli neoludzi. Pozostaje pytanie, jak do tego doszło. Tymczasem nasz bohater spotyka młodziutką i piękną Esther i się w niej zakochuje, ponieważ jest młoda i piękna (z tych samych powodów Esther nie odwzajemni miłości, i złamie serce narratorowi, co ten będzie jej miał za złe, kompletnie nie rozumiem dlaczego). Przy tej okazji raczy nas swoimi przemyśleniami, jak to wszystkie młode i piękne dziewczyny nie nadają się do niczego oprócz seksu i nawet zakupów komuś nie umieją zrobić, bo tak są egoistyczne. Ech, Danielu czy Michelu, niczego na tym wielkim szerokim świecie nie widzieliście. Niczego. Długo również płakałam ze śmiechu nad pomysłem, że elohimici zrobili reklamy nieposiadania dzieci i one okazały się skuteczne. Nie pojmuję, jak można być znanym pisarzem tak kompletnie niczego nie wiedząc o bliźnich. Gdyby to tak działało, że wystarczy logiczne stwierdzenie, że rozmnażanie się to głupi pomysł, ludzkość wyginęłaby już bardzo dawno temu. Nie pojmuję również pomysłu, że niedobitkom homo sapiens zaniknie mowa. Nie sądzę – mogła się okazać przydatna do przeżycia. Wzruszający poza tym jest dwuzdaniowy opis, jak to w Irlandii i Polsce wiara katolicka ot tak wymarła w ciągu mniej niż jednego pokolenia. Bo tak – bo autor tak sobie wymyślił.

Pod koniec swojej relacji Daniel1 wyznaje, że jednak wierzy w miłość, na co oczami już nie wywróciłam, bo nie miałam siły, i tylko zapytałam cicho i uprzejmie, od kiedy on niby wie, czym jest miłość. Przez 400 stron nie nie zauważyłam, żeby miał choćby najbledsze na ten temat pojęcie. Daniel25 zresztą to stwierdzi chwilę później – przeczytał całą opowieść swego protoplasty, i nadal nie rozumie, na czym to mogło polegać.

Nawybrzydzałam niebezpodstawnie i przyznaję, że czytało się to nadzwyczaj ciężko. Jest jednak coś poruszającego w tym świetnie pokazanym zderzeniu sterylnie i niezmiennie żyjących (wegetujących) bez emocji ani kontaktu fizycznego neoludzi, z naszą współczesnością. Z naszym niezwykle niedoskonałym światem ludzi szukających miłości, stawiających seks na piedestale, złośliwych, cynicznych, pokonanych, walczących, przerażonych, pragnących zmiany.

Zaskakująca jest końcówka. Neoludzkość okazuje się jednak nie być cudownym rozwiązaniem wszystkich problemów. Neoludzie najwyraźniej nadal mają te same skazy, które mieli homo sapiens. Daniel25 odrzuca całkowicie ludzkość we wszystkich jej odmianach. W ostatecznym rozrachunku będzie tak samo samotny jak jego genetyczny pierwowzór, tylko już bez fałszywej nadziei, że mogłoby być inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s