„Durrellowie z Korfu” Michael Haag

Durrellowie urodzili się w Indiach, wszyscy, łącznie z rodzicami. Ci pobrali się w 1910 roku, rok później urodził się Larry. Następnie córeczka Margery, która jednak wkrótce potem zmarła na dyfteryt. Matka, Louisa, bardzo to przeżyła, i dlatego całe życie chuchała na następnego syna, Lesliego. Potem na świat przyszła Margaret i w końcu najmłodszy Gerry. Wkrótce przed jego trzecimi urodzinami nagle zmarł ojciec, Lawrence Samuel, prawdopodobnie miał guz mózgu. Z Indii wrócili do Anglii, a tam dorosły już Larry stwierdził, że matka zaczyna za dużo pić, i cała rodzina wyjechała na Korfu. Niestety autor nie tłumaczy, dlaczego Larry uważał, że w Grecji matka nie będzie piła. Następnie skupiamy się na korfijskim życiu Durrellów, i mamy mnóstwo cytatów z „Mojej rodziny„, co trochę mnie irytowało, gdyż gdybym chciała ponownie czytać „Moją rodzinę”, to bym ją czytała. Dowiedziałam się, że Larry był już żonaty z Nancy, która w książkach Gerry’ego nie występuje, tak samo zresztą jak żona i córka doktora Teodora Stephanidesa. Larry musiał w ogóle być niezwykle czarującym mężczyzną, ponieważ mimo wyjątkowo mizernego wzrostu (około 158 cm!) całe życie był otoczony kolejnymi prześlicznymi (są zdjęcia) kobietami. Z dwiema z nich miał córki.

Potem wybucha wojna, Durrellowie wyjeżdżają z Grecji, i następuje dość pospieszna końcówka. Z ciekawostek, Leslie pod koniec wojny zrobił dziecko ich greckiej służącej Marii, ale zupełnie się tym nie przejął, i musiała sobie radzić sama, co autor podsumowuje jednym współczującym zdaniem o jej ciężkim życiu. Następnie ten sam Leslie zdefraudował jakieś pieniądze. Cóż, ktoś musiał być czarną owcą w rodzinie. Niestety nie ma tu wiele więcej. Autor raz wspomina, że bracia już więcej się nie spotkali, nie wyjaśnia dlaczego. Nie próbuje też wniknąć na przykład w charakter Margo, jest tu tylko jedna jej wypowiedź skrótowo komentująca książki Gerry’ego, która nie wnosi niczego nowego – raczej żaden ich czytelnik nie spodziewał się, że jest w nich zawarta sama prawda i tylko prawda. Nie ma żadnych rozmów z dziećmi Margo, nie dowiadujemy się, co o braciach i swojej młodości na Korfu opowiadała im matka; jakoś trudno uwierzyć, że kompletnie nic.

Najlepsze kawałki tej biografii to właśnie fragmenty „Mojej rodziny”. Praca tłumaczki, redaktorki i korektorek też niestety pozostawia sporo do życzenia. Żadna najwyraźniej nie umie odmieniać przez przypadki. Na pociechę jest tu natomiast zdjęcie gołego Henry’ego Millera, długo nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s