„Once Upon a River” Diane Setterfield

Koniec XIX wieku, brzegi Tamizy, jesteśmy w miasteczku Buscot, 35 km na zachód od Oxfordu. Życie toczy się w pubach, z których każdy ma swoją specjalność. Pod Łabędziem opowiadają historie. Aż sami staną się częścią jednej z nich, kiedy pewnej nocy w drzwiach stanie bardzo poraniony mężczyzna trzymający w ramionach martwe dziecko. Nieoczekiwanym gościem zajmuje się miejscowa pielęgniarka Rita. A potem poznajemy innych bohaterów opowieści. Jest wśród nich małżeństwo Armstrongów, on jest czarny, co budzi strach w nieznających go ludziach, ale ma dobre życie i byłby bardzo szczęśliwy, gdyby nie jego pierworodny syn. Jest małżeństwo Vaughanów: kiedy poprosił Helenę o rękę, postawiła warunek, że musi móc zabrać ze sobą swoją łódkę. Ci też byliby całkiem szczęśliwi, gdyby nie straszna strata, która ich spotkała dwa lata wcześniej. Łabędzia natomiast prowadzi Margot, która urodziła 12 córek, a na koniec syna Jonathana, który nie jest zwyczajnym chłopcem. Jest jeszcze Lily White, która pracuje u proboszcza, wcale się tak nie nazywa naprawdę, i ukrywa dużo więcej, niż swoje nazwisko. Wszystkich ich połączą wydarzenia w Łabędziu. I rzeka.
Narracja jest tu bardzo niespieszna, nie dzieje się wiele. Fabuła meandruje jak Tamiza, która jest główną bohaterką. Czasem płynie bardziej wartko, czasem zatrzymuje się w rozlewisku, czasem nieoczekiwanie skręca. To oczywiście powieść wiktoriańska, bardzo starannie zrobiona, z nutką niesamowitości. Miejscowa legenda głosi, że niegdysiejszy przewoźnik, Quietly, utopił się w rzece i od tego czasu w niej mieszka. Ratuje tych, których na rzece spotyka niebezpieczeństwo, chyba że nadszedł ich czas – wtedy przeprowadza ich na drugą stronę.
Jednym z bohaterów jest fotograf, zamierzający wydać książkę ze zdjęciami Tamizy. Robione przez niego portrety są opisane bardzo realistyczne i szczegółowo, byłam pewna, że Setterfield musiała je widzieć. Owszem, jest wzorowany na postaci istniejącej rzeczywiście, a autorka oglądała jego zdjęcia, posługując się metodą tworzenia fabuły podobną do stosowanej przez Riggsa Ransoma. Szkoda w takim razie, że w książce nie ma ilustracji. Mam natomiast przeczucie, że zaraz zrobią z niej serial.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s