„Poklatkowa rewolucja” Peter Watts

Jednym z najbardziej klasycznych chwytów fantastyki kosmicznej jest sieć tuneli podprzestrzennych, używanych wprawdzie bez zrozumienia, za to skutecznie, i zazwyczaj zbudowanych przez jakąś dawno wymarłą, nikomu nieznaną rasę. U Wattsa tą rasą jest natomiast skądinąd znany homo sapiens, który w XXII wieku wysłał Eriophorę z załogą w podróż wokół Drogi Mlecznej, z misją zakładania bramek. I tak lecą od 60 milionów lat i budują, a końca nie widać. Ojczysta planeta się z nimi nie kontaktuje, czort wie, w co wyewoluował gatunek. W nic lepszego niż to, co mają, skoro nikt ich nie dogonił do tej pory. Kto w takim razie miałby bramek używać, nie wiadomo. Tymczasem na pokładzie sprawuje udzielne rządy Szymp, AI, ale właściwie nie za mądra, chociaż sprawna obliczeniowo. Może więc udałoby się go przechytrzyć i zacząć rządzić osobiście. Ale to nie takie łatwe, kiedy to on zarządza wybudzeniami z hibernacji, trwającej setki tysięcy lat, i widzi oraz słyszy wszystko to, co ludzie z załogi, podzieleni na szczepy, żeby było złudzenie wspólnej kultury. Jak to Watts: oszałamiający pomysł i nastrojowe wykonanie, chociaż za krótkie to, żeby porządnie się rozbujać, szkoda.

To czwarte opowiadanie z cyklu Sunflowers, rozpoczętego w 2009 rewelacyjną Wyspą. Należą do niego również Giants i Hotshot. Dwa pierwsze opowiadają o spotkaniach Eriophory z nieprzewidzianym. Ostatnie natomiast pokazuje młodą Sunday, główną bohaterkę „Poklatkowej rewolucji”, jeszcze przed wyruszeniem statku.

„Na wojnie nie ma niewinnych” Aneta Jadowska (Dora Wilk 6)

Płynne przejście od końca poprzedniego tomu: tak bardzo, że nawet zaczyna się cytatem z niego. Porwany został Varg, jeden z wilczego stada Dory, ta oczywiście wyrusza na jego poszukiwania, i jak zwykle to tylko wierzchołek góry magicznej. Pojawiają się nowe postaci. A w ogóle to właściwie dalszy ciąg części czwartej, głównym bohaterem są tu bowiem znowu wilki. Pomysłowość Jadowskiej jest chyba niewyczerpana, akcja znowu bardzo wartka, trudno się oderwać. Oburzyłam się tylko na pomysł, że Bjorn miałby srebrny kastet, tu autorkę cokolwiek poniosło.

„Egzorcyzmy Dory Wilk” Aneta Jadowska (Dora Wilk 5)

Znów zaczynamy od trupa młodej dziewczyny. Dorze pokazuje go znajoma patolog, ponieważ zwłoki naznaczone są symbolami czarnej magii, których nikt poza nią nie widzi. Takich ciał jest więcej. Bojąc się powtórek, Dora przyjmuje od swojej byłej szefowej propozycję powrotu na łono policji, i natychmiast pada ofiarą porwania. Kto za tym stoi, nie wiemy. Jak zwykle miałam pewne zastrzeżenia: co z Navbłrz Fgeóżrz, qynpmrtb avr zbżr ehfmlć Qbemr an cbzbp? Qynpmrtb avr zbżr cb cebfgh cemljbłnć Onnyn ceml cbzbpl boeąpmxv – chociaż tu rozumiem, że z powodu blokady magii? Zastrzeżenia szybko się jednak skończyły: ten tom jest lepszy od pierwszego o parę klas, akcja jest niesłychanie wartka, nasza ulubiona bohaterka nie jest na szczęście jednak aż taką superwoman, jak chciałoby się wierzyć, bohaterowie są wiarygodni, cały świat spójny, poczucie humoru na miejscu, czyta się to doskonale. Ostatni rozdział jest właściwie pierwszym kolejnego tomu, ale z racji wymienionych zalet nie miałam żadnych pretensji. I tak bym zapewne czytała dalej, już przepadło. Najwyraźniej potrzebuję raz w roku przeczytać jakąś szaloną serię fantastyczną.

„Wszystko zostaje w rodzinie” (Dora Wilk 4)

Zaczynamy dokładnie tam, gdzie skończył się poprzedni tom. Dziwną śmiercią zginęło 6 wampirów, które z własnej – wydawałoby się – woli wyszły na słońce, i Dora oczywiście chce wyjaśnić sprawę. Jadowska wyraźnie nadal ma te ciągoty kryminalne. Wampiry z natury nie są chętne ani skłonne do współpracy, ale od czego niezwykłe umiejętności naszej wiedźmy. Nie rozumiem, dlaczego Anioł Stróż nie interweniował, kiedy jego podopieczna prawie zginęła, i nie jest to wyjaśnione. Tutaj podoba mi się już bardzo relacja z Mironem, natomiast o co chodziło z Vargiem, domyśliłam się błyskawicznie.

„Zwycięzca bierze wszystko” Aneta Jadowska (Dora Wilk 3)

Znacznie lepiej się czyta niż poprzednie dwie, ponieważ relacja z Mironem uległa zmianie, chociaż wcale się nie uprościła, ale doceniam, że przestał być taki irytująco idealny. Dora i przyjaciele muszą na jakiś czas wyjechać z Thornu, i po pierwsze opiekują się pewnym nastolatkiem, oczywiście nie ludzkim, a po drugie w piekle ma być przewrót. Po trzecie pojawia się tu Nikita, widziana z zupełnie innej strony niż w książkach o niej, bo ta naturalnie dzieje się trzy lata wcześniej. Przy okazji jest tu dziura logiczna, co niby cbjfgemlznłb Avxvgę cemrq cemrzvnaą v mnovpvrz jfmlfgxvpu? Cemlfvętn xejv ol whż avr bobjvąmljnłn, tqlol Qben avr żlłn. Irytuje mnie również powtarzanie w kółko, jaka to Dora niezwykła, ze wszystkimi się cudownie dogaduje, wszystkie moce ma, oraz jak to wszyscy uważają ją za nieznośną, ale bez niej przecież kroku by nie zrobili. Już przy trzecim podkreśleniu tego stanu rzeczy wywróciłam oczami i mruknęłam „wiemy, wiemy przecież, jaka to superhiperbohaterka nadzwyczaj wszechstronna i wszystkomająca, zauważyliśmy już”, ale to bynajmniej nie było ostatnie. Można tu było nieco delikatniej. Obraziłam się również za przypuszczenie, że czytelnik zapomni o hzvrwęgabśpvnpu Zveban. Tani chwyt!

Natomiast nieodmiennie podziwiam autorkę za bardzo sprawne żonglowanie mitami i religią. Udaje się jej połączyć te wszystkie światy w zaskakująco spójną i pomysłową całość. Podoba mi się też, że ani diabły nie są z gruntu złe, ani anioły nie są wyłącznie dobre. Oraz przyznanie, że nawet mocarni władcy kawałka świata nie wiedzą wszystkiego. „Nadnaturalna opera mydlana w realu” rozbroiła mnie już całkiem. Ten tom nie ma zakończenia, urywa się na początku kolejnej tajemnicy i trzeba natychmiast sięgać po kolejny.

„Złodziej dusz” i „Bogowie muszą być szaleni” Aneta Jadowska (Dora Wilk 1 i 2)

Podoba mi się tu świat, znany mi już z cyklu o Nikicie, ale tutaj oglądamy go od nieco innej strony. Toruń ma swoją wersję magiczną, Thorn, ale Dora Wilk mieszka po stronie realnej, choć jest wiedźmą. Jest też bowiem policjantką, a swoją nadnaturalną stronę akceptuje nie do końca. Z racji jej zawodu na otwarcie akcji mamy trupa starszej pani, z dziwnymi rankami na szyi. Ucieszyłam się więc, że to będzie połączenie urban fantasy z uczciwym kryminałem, spotkał mnie jednak zawód, te zwłoki są tylko pretekstem. Właściwa akcja jest magiczna. Podoba mi się pokojowe współistnienie istot z różnych systemów wierzeń, czyli aniołów i diabłów razem z magią, podobają mi się też różne rodzaje magii. Natomiast do szału doprowadzał mnie niezwiązek Dory z diabłem Mironem. Postanowiła otóż go nie konsumować, żeby nie zepsuć ich przyjaźni, wobec czego ćwierć książki to opisy powalającej urody piekielnika, wzajemnego lecenia na siebie z wizgiem, oraz różnych szamotanin, kiedy prawie już dochodzi do aktu, ale bohaterowie jednak ostatkiem sił się powstrzymują, kompletnie nie wiadomo dlaczego (podejrzewam, że z powodu mody zapoczątkowanej bodaj przez Zmierzch). Dora doskonale wie, że bliskość nie wyłącznie na seksie polega, więc jej upór w tej kwestii jest idiotyczny. Czyta się to jak na mękach piekielnych. Miron ma również przyjaciela anioła, który Dory z kolei nie cierpi. W pierwszym tomie wyjaśni się, dlaczego.

Drugi tom („Bogowie muszą być szaleni”) jest już całkowicie magiocentryczny, Dorze przybywa tutaj siły oraz poczucia humoru, co dobrze robi narracji. Wstawki o powstrzymywaniu się od skonsumowania związku są nadal, ale nieco mniej nachalne, chociaż uzasadnienie jest jeszcze głupsze niż poprzednio (avr pupą ebovć cemlxebśpv Wbfuhv). Oprócz tej iście clintonowskiej hipokryzji – bohaterowie robią ze sobą wszystko, ale najwyraźniej bez penetracji się nie liczy – irytuje mnie tu brak spójności wewnętrznej: mamy fajną, silną, niezależną bohaterkę, używającą seksu radośnie i bez skrupułów, a tu nagle wychodzi, że jednak wstrzemięźliwość cenniejsza. Po co, pytam dramatycznie. Przyznaję jednak, że w drugim tomie motyw okazał się w miarę przydatny. Dora jest również nieco zbyt ewidentnym alter ego autorki (rude włosy i imię magiczne), co nie zmienia tego, że czytelnik ją polubia i kibicuje. Akcja jest przemyślana, świat jeszcze bardziej, każda postać ma swoje pięć minut, i nawet jeśli dialogi bywają nieco drętwe, zdradza to wszystko ogromny potencjał.

Łącznikiem między tomami jest długie opowiadanie „Wilk w owczej skórze”, bardzo dobre, ponieważ nie ma w nim Mirona, jest natomiast kryminał.