Gratulacje dla poczty

W dniu 12 stycznia roku 2011 otrzymałam we Francji list wysłany w
Gdańsku dnia 21 grudnia 2010. Wiem, daleko temu do rekordu, ale mimo
wszystko, czy w czasach dyliżansów nie było aby szybciej? W każdym razie
przemiłej Nadawczyni serdecznie dziękuję.

Oraz gorąco Państwa proszę o oddanie głosu na Kielbasa Stories – Chris robi naprawdę dobrą robotę!
„Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści A00320 na numer 7122. Koszt SMS to 1,23 zł brutto”

Na ogół znajdują

Udałam się ostatnio na pocztę, bo czasem trzeba. Na ten pomysł jednocześnie ze mną wpadło jeszcze kilka osób, tak więc staliśmy sobie karnie oczekując na swoją kolej, a mnie w pewnym momencie zdało się, że słyszę język ojczysty. „Omamy słuchowe już mam ze zmęczenia” mruknęłam do siebie, i oczekiwałam dalej. Jednak za pięć minut podszedł do mnie sympatyczny młodzieniec, i w tymże języku zapytał nieśmiało
– Czy pani mówi..
– Mówię po polsku! – ucieszyłam się, że jednak słuch mi nie płatał figli. – Tak mi się właśnie zdawało, że słyszałam polski!
– A po francusku..? – indagował nadal młodzieniec.
– Też – zeznałam.
– A pomoże mi pani, bo ta pani coś ode mnie chce, i ja nie wiem co. Dostałem awizo, wczoraj już byłem, i nie wiem o co chodzi… – rozgadał się młodzian.
– Na pewno zgubili, oni tu zawsze gubią – wyjaśniłam radośnie, nie dodając, a powinnam była uczciwie, że wprawdzie gubią, ale zawsze (jak dotychczas) w końcu znajdują. – Albo mieli incident local, nie mogli dostarczyć i nie wiedzą gdzie jest – ciągnęłam dalej ku rosnącemu zdumieniu młodego człowieka. Pojawiła się jednak pani z obsługi, rzekłam do niej, że ja będę tłumaczyć, ona się zatroskała wskazując kolegę
– Ale tu kolega mówi po angielsku i miał po angielsku…
– Ale ja mówię po francusku – nie dałam koledze żadnej szansy posłużenia się nabytym językiem obcym.
– Ja tylko chciałam wiedzieć, czy ten pan był tu już wczoraj – powiedziała pani. Wiedziałam już, że tak, więc to jej powiedziałam, ona się rozpromieniła, gdzieś na chwilę znikła i wróciła z listem. Młodzian się ucieszył, podziękował mi, ja zaś na swoją przesyłkę musiałam jeszcze poczekać. Dość długo, ponieważ jej szukali. Ale się doczekałam i to się liczy.

Incident local

Poszłam na pocztę i wręczyłam panience pocztowej awizo. Panienka znikła w czeluściach poczty i nie wracała. Długo nie wracała. Nie było jej, nie było, i nadal jej nie było. Dwoje klientów za mną zostało już obsłużonych, a moja panienka nadal nie wracała. Zaczęłam już w myślach układać poemat „Panienka z poczty nie wraca ranki i wieczory, we łzach jej czekam i trwodze. Rozlały rzeki, pełne zwierza bory, i pełno zbójców na drodze”, aż wtem wychynęła z czeluści, jednak bez żadnej paczki. Kiwnęła na mnie palcem i wręczyła moje awizo.
– Widzi pani – rzekła konfidencjonalnie, wskazując nieczytelny gryzmoł na awizie – tu jest napisane Incident local. I to znaczy, że my tej paczki nie mamy…
– Ale TU – wskazałam z kolei ja palcem napis dla odmiany czytelny – jest napisane, że mogę ją na tej poczcie odebrać od dziewiątego, a jest szesnasty…
– Tak – zgodziła się ze mną uprzejmie panienka – ale my tej paczki nie mamy!
– Aha – powiedziałam, bo zabrakło mi konceptu – i co teraz?
– Teraz ja wezmę pani telefon i zadzwonię, jak paczka już u nas będzie – objaśniła procedurę panienka. Jakoż i zanotowała coś, co wydawało jej się być moim nazwiskiem, oraz mój numer telefonu. Poszłam sobie jak niepyszna, i zapomniałam o sprawie na całe dwie godziny, po których zadzwonił jakiś miły pan.
– Już znaleźliśmy pani paczkę! – obwieścił triumfalnie. – Tylko jak pani po nią przyjdzie, to proszę koniecznie powiedzieć, że leży na biurku szefa, dobrze?
Aha. No cóż, nie ma sprawy. Gdybym ja jeszcze wiedziała, CO w tej paczce właściwie jest…

Francuska poczta

łaskawa była zgubić mi od początku roku trzy przesyłki, co jest całkiem niezłym wynikiem. Muszę sprawiedliwie przyznać, że mają też dobre osiągnięcia, jeśli chodzi o odzyskiwanie tego co zgubili, bo dwie się znalazły, ale musiałam się sporo nachodzić, żeby tak się stało. Za pierwszym razem mieli otóż strajk i kazali mi przyjść nazajutrz, zaś nazajutrz nie wiedzieli co się stało z moją przesyłką, powiedzieli więc że będą szukać i zadzwonią. Po 4 dniach istotnie znaleźli i zadzwonili, całość kosztowała mnie więc tylko trzy wizyty na poczcie. Za drugim razem na pocztę nie chodziłam w ogóle, bo sprawa była beznadziejna: z zaprenumerowanej Polityki dotarła do mnie jedynie nalepka adresowa przylepiona do koperty zaadresowanej do sąsiada. Byłam naprawdę zła, ale ochłonąwszy muszę przyznać, że to się niestety może zdarzyć raz na jakiś czas, bo te nalepki z folii odlepiają się bardzo łatwo. Trzeci raz był dopiero co: czekałam mianowicie parę tygodni na przesyłkę od siostry, i w końcu zjawiło się w skrzynce awizo. Udałam się na pocztę, odstałam swoje w kolejce, a tam rzekli „nie możemy znaleźć tej przesyłki, niech pani sobie wróci do domu i zadzwoni na podany numer”. Właściwie nie wiem, czemu bez protestu sobie poszłam, podejrzewam, że byłam w szoku. Zadzwoniłam, tam podali mi inny numer, gdzie powiedzieli, że owszem oni się zajmują paczkami, ale NIE TAKIMI, podali mi kolejny numer, i tak siedemnaście razy, aż wróciłam do punktu wyjścia. Krótko mówiąc: paczki wysłanej z zagranicy, nawet w ramach Unii Europejskiej przy pomocy najzwyklejszej poczty, Francuzi nie są w stanie nijak wyśledzić na terenie swojego kraju i bezradnie odsyłają do nadawcy. Może Bruksela by się tym zajęła, bo moim zdaniem to żadnych unijnych standardów nie spełnia. Poszłam więc na pocztę jeszcze raz i zażądałam twardo, że mają mi znaleźć tę przesyłkę, bo ona tu jest i ja nie wyjdę, dopóki mi jej nie dadzą. Znaleźli, a jakże.

Podziękowawszy nadawczyni-siostrze nadmieniłam, żeby na przyszłość pisała jednak me imię i nazwisko drukowanymi literami, bo biedacy mieli problem z odczytaniem pisanego… Nie do końca mi uwierzyła, ale Państwu też to radzę, gdyby Państwo coś ekspediowali do kraju Francja, co zasadniczo jednak odradzam.

Na poczcie i za kółkiem

W piątek na poczcie musiałam oczywiście odstać 10 minut, ale paczka opisana w poprzedniej notce istotnie tam była i została mi wydana, chociaż nie obyło się bez długich rozważań, gdzie ja mianowicie mam nazwisko w paszporcie (zaznaczam, że mam polski paszport, który opisany jest w trzech językach: polskim, angielskim oraz francuskim) i czy to na pewno jest to samo nazwisko co na awizie.
Pierwszym autem, za którego kierownicą usiadłam po półtoramiesięcznej przerwie, była wyładowana zakupami półciężarówka Renault bez widoczności do tyłu oraz wspomagania kierownicy. Wrażenia były zdecydowanie inne niż w moim małym lekkim niebieskim autku, ale zrobiłam dzielnie dwa honorowe kółka po parkingu IKEA, po czym siedzący obok właściciel zamiast wpaść w panikę i zabrać mi kierownicę podstępnie powiedział
– Wyjazd jest tam – zaś ja posłusznie skierowałam się we wskazaną stronę, o ułamek sekundy za późno zdając sobie sprawę z tego, co właśnie czynię.
– Aaa, przecież ja nie mogę tym jechać do domu, zwariowałeś?! Ja w ogóle nie widzę, co mam z tyłu i nie umiem skręcać – wrzasnęłam w panice, ale musiałam sobie jednak jakoś poradzić, ponieważ zatrzymanie się na środku autostrady i wybuchnięcie płaczem nie wchodziło w grę. Żeby nie trzymać państwa w niepewności, od razu powiem, że ofiar w ludziach oraz sprzęcie nie odnotowano, zakupy (wśród nich jajka) dojechały w całości mimo kilku zakrętów wziętych z nadmierną nonszalancją, i nawet ani razu nie zgasł mi silnik.

Poczta czyli boska komedia

Fajnie się robi zakupy przez Internet, bo klika się niedbale trzy razy, wpisuje jakieś cyferki i już. A potem ten zakup się materializuje na poczcie, w skrzynce znajduje się awizo, i nagle przestaje być fajnie. Na poczcie rano bowiem pandemonium. Przychodzi się więc po pracy, a tam dalej pandemonium. Staje się w kolejce wzdychając ciężko, ale co robić, nie ma się wyjścia. Tłum ludzi wokół, atmosfera taka, że Dante mógłby coś zupełnie nowego do swoich kręgów piekielnych dodać. I zaczyna się.
– Ale pani tu nie stała!
– Jak to nie, oczywiście że stałam, to jest jedna kolejka do dwóch okienek!
– Ależ skąd, proszę pani, proszę się zdecydować gdzie pani stoi!
– No tu i tu.
– To tak nie można! Pani nie będzie tu stała!
W tym momencie ktoś przytomny i bardziej wyluzowany z tyłu rzuca „zupełnie jak za PRLu” i panie się mitygują, ustalają miejsce, a po chwili przychodzi ktoś nowy i się zaczyna
– Halo, proszę pana, tu jest jedna kolejka, proszę stanąć na końcu.
– Jak to jedna kolejka! Tu nigdy nie było jednej kolejki!
I dawanie dobrych rad
– Proszę pana, jak pan chce tylko wysłać, to tam obok jest ajencja pocztowa, nie ma tam nigdy żadnej kolejki.
– Ale wie pan co – włącza się druga pani – nie wiem, do której tam jest czynne, może już zamknęli…
I jeszcze ta ubrana na różowo mamusia ze strasznie ruchliwą sześciolatką
– Weronika, stój tu ze mną, bo cię zamknę w samochodzie i będziesz tam sama siedzieć!
Weronika ani myśli słuchać, zmyka na zewnątrz, wykazując się zdrowym rozsądkiem, więc mamusia usiłuje jednocześnie pilnować kolejki i swojego dziecka, wprowadzając dodatkowe zamieszanie w kolejki.
– Weronika, stój tu ze mną, bo pani cię zabierze, zobaczysz!
Weronika przez minutę stoi, po czym ucieka. Kobieta z drugiego miejsca w kolejce się lituje i proponuje
– Ja panią przepuszczę.
Ale różowa mamusia z niejasnych przyczyn odmawia i dalej nawołuje córkę, wprowadzając jeszcze bardziej nerwową atmosferę.
W końcu się okazuje, że zamknęli inną pocztę okoliczną i wszystkich klientów przerzucili na moją, stąd takie tłumy.

Poproszę pół kilo dynamitu

Poczta znalazła przesyłkę, którą mi zgubiła. Odesłała ją do nadawcy, kazała zapłacić 5 zł za zwrot i twierdzi, że była awizowana dwa razy, a ja jej nie odebrałam. Muszę dodawać, że ja ani pół awiza nie dostałam? No. To teraz niech mi ktoś powie, czy pół kilo dynamitu wystarczy, żeby wysadzić tę pocztę raz a dobrze, bo ja się na tym nie znam. Jeszcze się nie znam.